Udostępnij

Nasz reporter w trzy dni „nauczył się” leczenia depresji, lęków, uzależnień, anoreksji i zaburzeń psychoseksualnych. Teraz może otworzyć gabinet. Bez pozwoleń i kontroli. Na szczęście posłowie pracują już nad ustawą zakazującą działalności tak „wyszkolonych” uzdrowicieli.

Nasz reporter w trzy dni „nauczył się” leczenia depresji, lęków, uzależnień, anoreksji i zaburzeń psychoseksualnych. Teraz może otworzyć gabinet. Bez pozwoleń i kontroli. Na szczęście posłowie pracują już nad ustawą zakazującą działalności tak „wyszkolonych” uzdrowicieli.

Weekendowy kurs w podłódzkich Mąkolicach kosztuje 1,5 tys. zł. A gabinety takich współczesnych znachorów powstają poza kontrolą Ministerstwa Zdrowia i sanepidu.

Aby ukrócić takie praktyki, posłowie PiS przygotowali projekt ustawy o niektórych zawodach medycznych. Według nowych przepisów powstanie rejestr osób uprawnionych do wykonywania takich zawodów jak psychoterapeuta czy masażysta.

– Znachorzy tłumaczą, że masując, przekazują zdrową energię, a tak naprawdę wydają lekarskie diagnozy – mówi dr Wojciech Szczęsny z bydgoskiej Izby Lekarskiej. – Znam przypadki, kiedy szarlatan odradzał chorym na nowotwór terapię onkologiczną. Sam raka leczył prądem.

Polskie Zrzeszenie Naturoterapeutów Dyplomowanych twierdzi, że w kraju już sto tys. osób posiada uprawnienia hipnotyzera czy bioenergoterapeuty. Ich zdobycie trwa kilka tygodni.

Jerzy Strączyński, warszawski bioterapeuta organizujący kursy w kilku miastach Polski, przyznaje: Pacjentów można leczyć we własnym gabinecie bez żadnych pozwoleń, sanepid tego nie kontroluje – mówi. Gdy dowiaduje się, że rozmawia z dziennikarzem, poprawia się: – Nie leczymy, tylko dodajemy energii.

Maciej Stańczyk  –  POLSKA Gazeta Krakowska


Udostępnij

Komentarze

komentarze