Udostępnij

oto moja krótka relacja na temat szkolenia z masazu tajskiego, który miałem okazję organizować i uczestniczyć.

oto moja krótka relacja na temat szkolenia z masazu tajskiego, który miałem okazję organizować i uczestniczyć.

W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego.

Nie udało mi się to w zeszłym roku gdy organiowałem 1. edycję kursu w Poznaniu, dlatego tym bardziej cieszyłem się na druga odsłonę, w której mogłem uczestniczyć osobiście.

Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora – taki mały maraton po tajsku 🙂

Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi.

Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z założenia ma być "Sanuk" czyli przyjemne. Wszystko co nie jest "sanuk" należy przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest "sanuk". Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu tylko dla osób lubiących mocne wrażenia.

Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego szybko zwyciężyła.

 

Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego.

Zatem będąc juz przy temacie filozofii masażu tajskiego – kilka słów o jego pochodzeniu.

Masaż tajski w etapie kiedy powstawał podlegał wpływom innych filozofii takich jak ayurweda, joga, buddyzm, a także duży wpływ miała blikość Chin i migracja ludności między tymi państwami. Pojawiają się zatem w tych trzech systemach medycyny podobieństwa i analogie takie jak chociażby linie energetyczne na ciele. W filozofii hinduskiej ayurwedy są to tzw "nadi" i jest ich czternaście, w chińskiej meridianów jest 14 (12 ułożonych symetrycznie po obu stronach ciała i oraz dwa pośrodku ciała). W modelu tajskim niektóre źródła podają istnienie tylko 10 głównych kanałów tzw "sen" inne natomiast 14 jak w Indiach i Chinach.

Tematem naszych rozmów była również Tajlandia i jej historia. Kraj ten był często obiektem najeźdźców szczególnie Birmy, która atakowała tajów kilkakrotnie. Po jednym z najazdów zniszczyli w tym kraju wiele cennych manuskryptów, świątyń i religijnych posągów. Po tym zdarzeniu w Tajlandii poszukiwano wszelkich żródeł na temat życia religijnego, historii, sztuk pięknych czy medycyny. Z inicjatywy jednego z królów polecono wyryć wszystko co istotne dla kultury tajskiego na murach Wat Phra Chetuphon znana potocznie jako Wat Pho. (jednego z najstarszych ośrodków edukacji publicznej w Tajlandii)

Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho.

Teraz kilka słów o samym szkoleniu. Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to mistrzyni:) Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim (było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 H.

Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie.

Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia.

Ciekawostka jest, że jednego dnia po szkoleniu zostałem poproszony przez Kanye o pomoc. Związane to było z bólem w jednej z nóg. Także miałem okazje zaprezentować zachodnie podejście do pracy z ciałem (według mojej diagnozy problemm leżał w mięsniach kulszowo-goleniowych.)

Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu.

Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu.

Natomiast kurs jaki ja obieram na kolejne szkolenie z masażu tajskiego to Tajlandia.

Teraz tam chcę zglębiać tajniki tej wspaniałem metody pracy z ciałem i czerpać wiedzę od źródła.

Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości i wspaniałe odprężenie które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po tajsku.

 

Pozdrawiam


Udostępnij

Komentarze

komentarze