Udostępnij

Temat pokory w masażu postanowiłem poruszyć głównie ze względu na wgląd w samego siebie i dużej pracy jaką wykonałem w tej materii przez lata. Odniosę się w tekście do swoich subiektywnych odczuć, obserwacji i przemian zarówno swojej własnej osoby jak i całego środowiska masażu. Przy czym chciałbym na wstępie jasno podkreślić, że jest to moja subiektywna ocena, która nie jest narzucaniem zdania, nie jest kreowaniem opinii lecz jest głosem, który chciałem abyście usłyszeli.

Czym jest pokora?

Temat pokory w masażu postanowiłem poruszyć głównie ze względu na wgląd w samego siebie i dużej pracy jaką wykonałem w tej materii przez lata. Odniosę się w tekście do swoich subiektywnych odczuć, obserwacji i przemian zarówno swojej własnej osoby jak i całego środowiska masażu. Przy czym chciałbym na wstępie jasno podkreślić, że jest to moja subiektywna ocena, która nie jest narzucaniem zdania, nie jest kreowaniem opinii lecz jest głosem, który chciałem abyście usłyszeli.

Czym jest pokora?

Google i Wikipedia mówią, że pokora to cnota moralna, która w ogólnym rozumieniu polega na uznaniu własnej ograniczoności, nie wywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami.

Jak mówi znany holenderski psychiatra, Gerard J. M. van den Aardweg: „Pokora jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej”

Pokora jest bardziej stanem ducha, postawą życiową wyrażającą nasze przekonanie na temat otaczającego nas świata, jak również ogółu istot go zamieszkujących. Może stanowić punkt odniesienia do naszych działań lub przemyśleń. Ale także w rozumieniu psychologicznym dawać oparcie. Jestem pokorny, a zatem uznaję, że wszyscy ludzie są równi i podlegają tym samym prawom. Pokora w sensie filozoficznym jest uznaniem ludzkich ograniczeń; ciała i umysłu. Ale także nadrzędnej roli człowieka w świecie przyrody, nakładającym na niego prawa i obowiązki.

Kiedy 10 lat temu zaczynałem pracę zawodową byłem zafascynowany wszelkimi metodami pracy z ciałem. (fascynacja nie minęła, jednak wybór metod jest teraz bardziej świadomy).

Uczestniczyłem w rozmaitych sympozjach, kursach, warsztatach. Szukałem swej ścieżki zawodowej imając się branży Spa, kosmetyki, szkoleń, praktykując w ośrodkach rehabilitacyjnych, byłem przedstawicielem handlowym i współpracowałem z kilkoma markami kosmetycznymi. Robiłem milion różnych rzeczy. Poznałem wielu ludzi, ludzie zaczęli mnie rozpoznawać, bywałem na wielu imprezach branżowych. Zaczęły się pierwsze sukcesy terapeutyczne, studiując bez problemu dostałem pracę w zawodzie i bez problemu zmieniałem je na kolejne bez obawy, że mnie ktoś odrzuci. Jednym słowem nabrałem pewności siebie i tą pewnością siebie aż się zachłysnąłem. Myślałem, że wiem i mogę wszystko. Dyskutowałem na forach, udzielałem się myśląc, że moje zdanie jest „najmojsze” i najważniejsze. W terapii doznałem coś co w psychologii nazywane jest mianem „hubris  czyli „żywienie przekonania, że można pomóc każdemu pacjentowi, że żaden nie przerośnie moich zdolności i umiejętności.” Filozofowie przedsokratejscy nazwali hubris jako nieposłuszeństwo boskim prawom.

Przekładając to na moje życie myślałem, że nie podlegam prawom ludzkim i świat leży u moich stóp. Nie miałem pokory, nie czułem swojej ograniczoności. Współtworząc niniejszy portal często dawałem tego wyraz pisząc teksty, w których aż kipiało od mojej ignorancji wobec innego podejścia, zdania etc. Robiąc to w miejscu, które w jakimś stopniu ma opiniotwórczy charakter nie myślałem o tym, że robię coś nieetycznego. Ludzie mnie słuchają, czytają, a ja bez zastanowienia pisałem jaki jestem wszechwiedzący i fantastyczny.

Piszę to z dwóch ważnych powodów. Pierwszy to obawa, że takie postawy jak moja są często powielane. Obserwuje to aktualnie i widzę siebie sprzed kilku lat. Nie piszę tego w obawie i trosce o dane osoby, które taką postawę reprezentują lecz o ogół, który patrzy na to z boku i bez zastanowienia czerpie z takich postaw. Wpadając czasem w dana społeczność podążamy wspólną drogą jak lemingi nie zastanawiając się czy droga, którą podąża leming na czele jest w ogóle słuszna. Brakuje nam w codziennym pośpiechu chwili zadumy i refleksji czy ten kierunek ma sens i czy ja chcę w taki sposób postępować.

Drugi powód to chęć pokazania Wam, że z tej drogi można zboczyć, obrać inną. Jak mi się to udało? Miałem to szczęście, że na swej drodze spotykałem wspaniałych nauczycieli, instruktorów, a po prostu wspaniałych ludzi. Mimo braku pokory i przy przerośniętym ego nie wyzbyłem się do końca umiejętności słuchania, filtrowania wiadomości bezwartościowych od tych, które wskazują drogę i tych, które stają się czasem mottem życiowym. Mógłbym wymienić tutaj setkę osób począwszy od mojej siostry i najbliższych przyjaciół przez tzw. ludzi masażu, od których mogłem czerpać. Warto wymienić tutaj ludzi przy których zaczynałem pracę zawodową jak Ewa Domańska, mój były szef Jacek Wierszyłło, koledzy i koleżanki z pracy, wykładowcy i szkoleniowcy jak Jarosław Ciechomski, Julian Rok, Piotr Szczotka, Leszek Magiera, Gill Horclois, ludzie z którymi współpracuje na codzienni, a szczególnie Marcin Banasiński i Iwonka Filipek czy osoby, dzięki którym zmieniałem czasem postrzeganie świata jak Tytus Jakubowski. Powinienem wymienić tutaj też moich pacjentów czy kursantów, bo od nich uczę się każdego dnia. Boję się, że mógłbym napisać osobny artykuł o osobach, które spowodowały zmiany w moim podejściu i boję się, że mógłbym kogoś pominąć za co już przy tym tekście przepraszam. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że takie osoby są drogowskazem, a przemiana zależy od nas samych. Chęć autorefleksji – czasem bolesnej – prowadzi do wniosków. Tylko analiza, chęć zmian, dużo pokory i cierpliwości daje wymierne efekty.

Wracając do głównego tematu pokora w masażu to rzecz niezwykle ważna. Akceptacja własnej ograniczoności w pracy z pacjentem jest szalenie ważna. Mimo, iż mamy „nadludzkie moce” 🙂 (w postaci naszych umiejętności) mamy też jakieś granice. Na forach, czy w internecie roi się od przechwalczych opisów efektów swej pracy, opisów cudownych wyleczeń etc. Tak nie wygląda codzienne życie. Tworzenie takiej rzeczywistości powoduje zwątpienie w wielu terapeutach. Ja sam ponoszę porażki terapeutyczne i nie wstydzę się odesłać pacjenta do mądrzejszego kolegi po fachu. Ciągłe chwalenie się na temat swoich sukcesów świadczy albo o „hubris” albo o totalnym braku refleksji nad tym co myślą osoby czytające to. A co myślą? Co ja myślę? Mógłbym pomyśleć, że ktoś jest wspaniały, a ja ponoszący porażki terapeutyczne jestem do niczego. Czy ja powinienem robić to co robię? Być może wiele osób zdopinguje to do większej pracy, nauki, samodoskonalenia jednak możliwości każdej osoby są ograniczone. Czy to oznacza, że nie powinien tego robić?

Znam takie powiedzenie, że krowa która dużo muczy, mało mleka daje.

Rozwijając te myśl pamiętajcie, że osoby, które dużo krzyczą mają tak naprawdę mało do powiedzenia (mówię to z własnego doświadczenia sprzed kilku lat, bo taki byłem). Każdy z Was po przeczytaniu będzie miał jednak swoje przemyślenia i wyciągnie własne wnioski. Mój jest jeden – pokora to klucz to sukcesu.

Pozdrawiam

Rafał Uryzaj


Udostępnij

Komentarze

komentarze