Udostępnij

Witam i jednocześnie zapraszam na kolejną rozmowę z cyklu kobieta na krańcu świata. Tym razem wybrałem się az do Meksyku i porozmawiałem z Magdaleną Guldą o życiu masażysty/terapeuty w kraju Majow, Aztekow oraz tequili i sombrero. Nie rozmawialiśmy tylko o masażu jak to zwykle bywa, co uczyniło tę rozmowę szalenie ciekawą i pouczajacą.

Zresztą sami przeczyatjcie dokąd zaprowadziła nas wspólna pogawędka.

Rafał Uryzaj – Serwis-Masażysta.pl : Hola Magda. Que tal 🙂 tak wypadałoby rozpocząć rozmowę z Toba prawda?

Witam i jednocześnie zapraszam na kolejną rozmowę z cyklu kobieta na krańcu świata. Tym razem wybrałem się az do Meksyku i porozmawiałem z Magdaleną Guldą o życiu masażysty/terapeuty w kraju Majow, Aztekow oraz tequili i sombrero. Nie rozmawialiśmy tylko o masażu jak to zwykle bywa, co uczyniło tę rozmowę szalenie ciekawą i pouczajacą.

Zresztą sami przeczyatjcie dokąd zaprowadziła nas wspólna pogawędka.

Rafał Uryzaj – Serwis-Masażysta.pl : Hola Magda. Que tal 🙂 tak wypadałoby rozpocząć rozmowę z Toba prawda?

Magdalena Gulda (Meksyk): Hola

R.U.: Jak zawsze na początku chciałbym Cię prosić abyś przedstawiła się naszym czytelnikom i powiedziała kilka słów o tym czym się zajmujesz?

M.G.: Witajcie. Nazywam sie Magdalena Gulda. Zajmuje sie healingami i coachingiem. Wybaczcie, jeśli rozmowa czasem będzie w języku hiszpańsko-angielsko-polskim (śmiech). Przez 12 lat integrowałam najskuteczniejsze, moim zdaniem, techniki szeroko rozumianej poprawy jakości życia i obecnie wypracowałam swoja metodę. Opiera sie na pracy z dźwiękami i tak zwana energia. Rezultaty są niesamowite. Pracuje na wielu poziomach – fizycznym, emocjonalnym, energetycznym i mentalnym. Każda sesja jest indywidualnie dostrojona do potrzeb danej osoby. Co to oznacza? Dysponuje wieloma narzędziami, od pracy z ciałem, po zaawansowana prace ze świadomością. Podczas sesji wspólnie wybieramy, jak będziemy pracować. Zatem przychodząc do mnie na sesje, nigdy nie wiesz, co cie spotka (śmiech). Na pewno wyjdziesz zdrowszy i bardziej świadomy siebie! Jestem bardzo związana ze światem jogi. Jestem instruktorką hatha yogi i daje koncerty mis integrujące Hatha, kundalini i naam yoga. Fascynująca podróż!!!

R.U.: Jak już jesteśmy przy fascynujących podróżach to powiedz co spowodowało, że zamieszkałaś na końcu świata w Meksyku?

M.G.: Karma, mój drogi (śmiech). Dla mnie Meksyk jest raczej centrum świata. Tu łącza się kultury Majów, Azteków, Olmeków, hiszpańska, meksykańska, amerykańska. Tu dla mnie wiele sie zaczęło. Niektórzy mówią, że Karaiby wraz z niesamowitym morzem i piramidy Majów to Matka, to Lono. Tu naradzasz sie na nowo. Ku nowej świadomości.

R.U.: Jaki jest Meksyk jeśli chodzi o codzienne życie?

M.G.:Jest pełen życia. Jest taki ludzki. Tu nadal ważne są wartości rodzinne. Ważny jest człowiek. Wspólne spędzanie czasu, dialog. Jakoś przestalam tak czuć w Europie. Meksykanie chętnie poświęcają wielką karierę na rzecz bycia po prostu człowiekiem. Poświęca coś z siebie i to z radością, aby tobie sprawić radość. Bardzo się wiele od nich uczę. I jasne, życie codzienne ma swoje blaski i cienie, ale skoro już tu mieszkam prawie 4 lata z radością, znaczy to dla mnie, że tych blasków jest znacznie więcej!

R.U.: Jak zaczęła się Twoja przygoda z pracą z ciałem i jak długo się tym zajmujesz?

M.G.: Wydaje mi sie, że zaczęła sie od yogi jakieś 16 lat temu. Potem był taniec współczesny. Zawsze poszukuje form, które integrują, widzą w człowieku całość, są holistyczne. Dla mnie ciało jest początkiem podróży w głąb siebie. Tak samo, jak dusza. Niezależnie, z jakiego punktu rozpoczniesz swoja podróż, celem i drogą jesteś ty. Nawiązanie intymnego kontaktu ze sobą, a co za tym idzie z drugą osobą, a więc z całym wszechświatem. To brzmi bardzo tantrycznie, ale właśnie tak to chce widzieć. Ta podróż, przygoda, mówisz, prowadzi od zewnątrz do środka, do centrum, do rdzenia, do Bycia, do źródła, do Boga.

R.U.: Magdo powiedziałaś na początku, że zajmujesz się healingami i coachingiem. Pojęcie coaching większość z nas zna jednak może powiesz co dla Ciebie znaczy uzdrawianie?

M.G.: Zajmuje sie uzdrawiającym coachingiem, ha ha! Więc czytając ten tekst, uzdrawiasz się. Poprzez akt otwierania się na nowa świadomość, nową strukturę, twoja struktura świadomości, a co za tym idzie twojej fizjologii realnie sie zmienia. „Nastrajasz” swoje DNA na DNA wszystkiego istnienia. Dotychczasowa dezintegracja, osamotnienie, separacja, ustępuje miejsca poczuciu jedności i harmonii. Nieźle, co? Brzmi dziwnie, a to czysta fizyka kwantowa! Moja metoda bazuje na odkryciach fizyki kwantowej. Skoro możemy postrzegać rzeczywistość niekoniecznie jako statyczne atomy, ale jako przenikające się częstotliwości, otwiera się przed nami cała gama nowych możliwości. Możliwość interakcji, możliwość zmiany, możliwość uzdrowienia, nawet możliwość niemożliwego! Na tym chyba polega największą siłą uzdrawiania. Moi pacjenci aktywują w sobie wiarę w zmianę, bez cienia wątpliwości. I wtedy zaczyna się magia. Dzieją się cuda.

R.U.: Jakimi metodami pracy z ciałem i świadomością się posługujesz? Przybliżysz nam temat?

M.G.: Może powiem tak. Studiowałam muzykę klasyczna, hinduską i jazz od zarania mojego istnienia. Filozofię już w liceum i na UW. Prace z głosem u Olgi Szwajgier, Marjany Sadowskiej i wielu innych spaniałych nauczycielek. Energie u Nemi Nath. Joge w Indiach i chyba na wszystkich innych kontynentach! Misy dźwiękowe u Petera Hessa. Konstelacje u Berta Hellingera. Masaż szwedzki, shiatsu, chiński, lomi lomi, refleksologie. Od kilku lat studiuję mechanikę kosmosu z szamanami i szamankami w tradycji Majów. Praktykuje w tradycji Kundalini Joga. Moim ulubionym guru jest Mooji. Nie jem mięsa, nie pale, nie pije alkoholu… Sama jestem jak dobre wino, ha ha. Wszystkie te doświadczenia i alikwoty mojego istnienia składają się na jakość mnie, mojej pracy i świadomości. Oddaje hołd i wdzięczność moim nauczycielom. Za wszystkie nauki i za to, że nauczyli mnie kroczyć własną ścieżką. Bo był taki moment w moim życiu, że wszystkie te drobne ścieżynki, którymi podążałam, wszystkie te rzeczułki, które mnie nurtowały, zintegrowały się i znalazły ujście w jednym oceanie doświadczeń.

R.U.: Ukończyłaś instytut Petera Hessa znanego z metody pracy misami dźwiękowymi. Co niesie ze sobą taka praca i czy uczyłaś się od samego Petera?

M.G.: Tak, uczę się od samego Petera Hessa. Jestem mu ogromnie wdzięczna za ogrom pracy, jaki włożył w stworzenie metody masażu misami dźwiękowymi. Był pionierem. Otworzył nam uszy i dusze! Uwielbiam też jakość jego mis. Nie akceptuje w pracy żadnego instrumentu o jakości dźwięku niższej niż jego. Polecam też zapoznać się z wynikami pracy Aleksandra Lauterwassera, z którym Peter Hess współpracuje. Lauterwasser w sposób naukowy i wizualny pokazuje, jak działa dźwięk i co realnie z nami robi. Jak niewierny Tomasz pomaga nam zobaczyć, jak poszczególne dźwięki wpływają na całą strukturę organizmu.

R.U.: Mówiłaś, że pracujesz z drugą osobą na wielu poziomach: fizycznym, mentalnym, duchowym, duchowym. Jak myślisz co jest powodem, że wiele osób w tym terapeutów nie potrafi zrozumieć istoty takiej pracy, a czasem uważa to za szarlatańtwo?

M.G.: To proste. Jeżeli ktoś nadal żyje w konflikcie wewnętrznym i nie jest zintegrowany wewnętrznie, nie może funkcjonować, ani pracować w integrowany sposób. Będzie też szukał konfliktu na zewnątrz. Mam dużo zrozumienia i współodczuwania (compassion) dla takiej postawy. Notabene, wielu moich pacjentów to właśnie terapeuci, coache, lekarze, szukający właśnie tej jedności wewnętrznej, tego brakującego elementu w sobie, który scalałby i wyjaśniałby wszystko. Życie uczy mnie, że kiedy bierzesz odpowiedzialność za swój los, nie ma już podziału na dobrych i złych, lepszych i gorszych, przyjaciół i wrogów, sprawców i ofiary. Wszystko nam służy. Każda sytuacja i człowiek jest naszym sprzymierzeńcem i nauczycielem. I nomen omen, ci najbardziej trudni i niechciani maja dla nas najważniejsze lekcje do przerobienia! Podziękuj wiec swojemu Judaszowi! To dzięki niemu twój wewnętrzny kamień zamienia się w brylant!

 

R.U.:Mam pytanie o sam Meksyk. Przez niektórych odbierany jest jak kraj bezprawia chociaż ma ogromne tradycje kulturowe. Jak wygląda tam praca masażysty terapeuty? Macie związki zawodowe, sanepid czy jakieś stowarzyszenia, w których się skupiacie?

M.G.: Cieszę się, że poruszyłeś ten temat. Może poruszy to jakaś szersza dyskusje. Może zaktywizuje do wspólnego działania. Temat, jak ja to mówię do „wyjścia z szafy”. To jest właśnie do uzdrowienia. Te wszystkie przekonania, ze jesteśmy marginalni, nielegalni, jakieś wzorce ubóstwa, itp. Wiesz, o czym mowie? Wiele pytań w tym pytaniu. Nie chce za bardzo wchodzić w politykę, więc powiem, że prawie jedynym zagrożeniem w Meksyku jest to, że jak tu przyjeżdżasz, to juz chcesz tu zostać na zawsze. Z powodu tego piękna, tego bogactwa w ludziach, w ziemi, w przyrodzie, w tradycjach, w jedzeniu. Po prostu czujesz się tu, jak w domu. Uzdrawiasz, leczysz się. Przez sam fakt przebywania tu, wśród tej przepięknej przyrody i ludzi. Nie wierzysz, to sprawdź (śmiech). Region, w którym mieszkam, pełen jest takich historii. „Ach, przyjechałem na wakacje i już mieszkam tu 4, 7, 12, 25 lat.” !!! Nieźle, co?

Jeśli chodzi o związki zawodowe to jest jeden, taksówkarzy. Naprawdę, jest to jedyna grupa zawodowa, która potrafi się doskonale skupić w swych wspólnych interesach. Taksówkarza są na tyle silni, że ich głos przeważył nad decyzja wstrzymania budowy lotniska w Tulum. Życzę takiej siły i jednomyślności wszystkim terapeutom, masażystom, uzdrowicielom. I sprawa jest globalna. Znam rynki pracy w Europie, Stanach i tutaj. Ta sama historia. Jesteśmy raczej indywidualistami. Żyjemy na marginesie, często posądzani o jakieś zabobonne praktyki. Działamy nadal bardzo często w ukryciu. Jesteśmy też raczej ludźmi dobrymi, pokornymi, także bez jakiś ogromnych funduszy. Nie narzucamy się, nie ogłaszamy się na pierwszych stronach gazet. Klienci, pacjenci jakoś zawsze nas znajdują. Jestem na etapie tworzenia stowarzyszenia. Właśnie po to by skupić wszystkich niezrzeszonych terapeutów.

Znam tyle pięknych osób, odwalających kawał dobrej roboty, tak od serca, bez żadnego wsparcia, niejako przeciwko całemu systemowi. Już czas żebyśmy sie skupili. W jedności siła. Możemy osiągnąć znacznie więcej, jeśli będziemy działać jako stowarzyszenie, organizacja. Możemy się wspierać. Możemy forsować nasze prawa. Możemy chronić naszych pacjentów, klientów przed niekorzystnymi uchwałami, itp. Możemy tworzyć nasze własne miejsca pracy.

R.U.: Wtrące się, bo to cudowne co mówisz. Zawsze powtarzam, że wystarczy jedna osoba aby zmienić świat i Ty pokazujesz to, że chcesz być swojego rodzaju katalizatorem zmian. Myślę, że to swojego rodzaju rezonowanie, bo w Polsce jesteśmy też na etapie zmian w tej materii. Proszę kontynuuj swą myśl…

M.G.: To jest dla mnie niepojęte, że nadal chcąc, czy nie, musimy pracować z wolnej stopy, jako freelanserzy, tylko dlatego, że nie ma dla nas etatów. Masażyści są w nieco lepszej sytuacji, ale wybacz, warunki, na jakich są zatrudniani, to jest wyzysk na miarę XIX wieku. Wypalenie zawodowe po paru latach. Po moich doświadczeniach jako masażystka na etacie, nigdy teraz nie chodzę do etatowego masażysty. Po prostu wiem, z dużym prawdopodobieństwem, że to, co mi może zaoferować poprzez swoje ręce, to stres, zmęczenie, frustracja, złość albo wręcz nienawiść do mnie. I jeszcze będę musiała za to płacić. Nie, dziękuje. Jeżeli chcemy naprawdę dawać ludziom relaks, odprężenie, uzdrowienie, sami powinniśmy dbać o siebie na najwyższym poziomie. Od odpowiedniej ilości snu, ćwiczeń, jedzenie, masaży, które otrzymujemy. Dlatego nie patrzmy na siebie, jak na konkurencję, nie narzekajmy na system, czy co tam jeszcze, ale weźmy sprawy w swoje ręce. Jednoczmy sie we wspólnym interesie, dla poprawy jakości naszego życia i naszych klientów/pacjentów. Osoby chętne do współpracy, zapraszam do wspólnej debaty. Osoby wątpiące w ten temat, zapraszam na terapie.

R.U.: Czy meksykanie chętnie korzystają z masażu, pracy z ciałem, Twoich terapii czy może działka ta skupia sie bardziej na turystach?

M.G.: Ja prawie w ogóle nie skupiam sie na turystach, bo dla mnie taka jednorazowa praca nie jest satysfakcjonująca. Przeważnie wtedy odsyłam na masaż. Skupiam się na klientach, z którymi mogę pójść dalej, z którymi mogę przejść wspólną drogę od jakiejś traumy to uzdrowienia, od jakiejś niemocy ku twórczemu działaniu, od rozpaczy ku nowemu światłu. Meksyk jest bardzo podzielony klasowo. Najbardziej aktywnie zainteresowana jest klasa wyższa i klasa „poszukiwaczy prawdy”. Ci pierwszy, ponieważ ich stać na dbanie o siebie i podnoszenie jakości i świadomości w życiu. Ci drudzy, ponieważ intuicyjnie czują, że to jest ich droga. Uwielbiam pracować z obiema grupami. I patrzeć na wspaniale pojednania podczas koncertów, kiedy wszyscy, choć na ten krótki moment stajemy się jednością. Dziękuje ci serdecznie za Twój czas i zainteresowanie. Życzę ci powodzenia!

R.U.: To j dziękuje Tobie za wspaniałą i inspirującą rozmowę. Mam nadziej, że nie tylko mnie dała tylko do myślenia, a poruszy wiele osób i skłoni do refleksji czy działania.

Po rozmowie ustaliliśmy z Magdą, że chętnie porozmawiamy jeszcze raz przy najbliższej okazji. Oboje uznaliśmy, że temat pracy z ciałem czy uzdrawiania jest warty kontynuowania i na pewno poświęcimy temu więcej czasu. Póki co zapraszam do dyskusji. Jeśli macie jakieś pytania bądź własne doświadczenia to koniecznie o nich piszcie.

Pozdrawiam

Rafał Uryzaj

 

Podobne tematy:

Kobieta na krańcu świata – Australia

Kobieta na krańcu świata- Islandia

Kobieta na krańcu świata – statek marzeń


Udostępnij

Komentarze

komentarze