Udostępnij

Zostań masażystą w tydzień…

Zostań masażystą w tydzień…

Nasz Redaktor Rafał wykonał kawał dobrej pracy, nagłaśniając z pomocą TV sprawę kursu masażu online. Jako komentarz do uskutecznianego przez firmę VCS Szkolenia procederu cisną się słowa: świństwo, chamstwo, bezczelne oszustwo i żerowanie na ludziach. W tym przypadku mamy do czynienia z jawnym oszustwem, gdzie nikt nawet nie stara się zachować pozorów jakiejkolwiek jakości. Miejmy nadzieję, że firma poniesie prawne konsekwencje swoich poczynań.

W tym artykule chcę zastanowić się nad trochę innym aspektem szkoleń.Celem artykułu nie jest napaść, znieważanie, negowanie działań wymienionej w nim dalej instytucji. Chcę raczej zadać pytania, zastanowić się, zmusić do refleksji.

Historia może być o tyle ciekawa, że sama wzięłam udział w pakiecie kursów organizowanych przez szkołę, o której napiszę. Jako świeżo upieczona, żądna wiedzy fizjoterapeutka trafiłam na stronę szkoły Trigger. A tam istny róg obfitości. Tygodniowy intensywny kurs, poznasz 12 technik masażu, masaż klasyczny, masaż relaksacyjny, drenaż limfatyczny, lomi lomi itd. Ucieszona tak wspaniałą perspektywą i tym, że kursy mogą być finansowane również z Urzędów Pracy zgłosiłam się. Dzień 1 kursu- przedstawiamy się, poznajemy…pracownia piękna, stoły profesjonalne, instruktorzy fizjoterapeuci, życzliwi, konkretni…i ok. 12 osobowa grupa (czyli też ok, bez tłoku) kursantów. Każdy krótko opowiada o sobie…i zaczyna robić się ciekawie…taksówkarz, gospodyni domowa, księgowa, trafiła się nawet Pani manager klubu nocnego i troje rodzynków (2 fizjoterapeutki- w tym ja i masażysta). Po tym ciekawym wstępie zaczynamy kurs, dzień 1 masaż klasyczny- ten znam, był na studiach, będzie łatwo, myślę. Poznajemy ogólną historię masażu (wstęp ze Zborowskiego), wskazania, przeciwwskazania, techniki…i przystępujemy do pracy. Zaczynamy od łydki…instruktor pokazuje technikę, my w parach powtarzamy ją…Poznaję kilka nowych technik, widzę, że nawet w zakresie masażu klasycznego też mogą istnieć różne style i upodobania. Moi koledzy dzielnie powtarzają zadane ruchy. Opracowujemy tak większość ciała, dzień 1 dobiega końca. Wracam ucieszona do domu…nauczyłam się w końcu nowych technik, mogłam popracować z ciałem. W kolejnych dniach poznajemy w ten sposób pozostałe masaże, m.in.: lomi lomi, masaż tajski, shiatsu… ostatni dzień i koniec kursu, grupa zżyta, łezka w oku się kręci, wszyscy szczęśliwi, że otwiera się przed nimi wspaniała perspektywa, wręcz nowe życie- OTO JESTEŚMY MASAŻYSTAMI- w prezencie od szkoły otrzymujemy stoły do masażu, możemy wyjść i zakładać gabinet, mamy nowy zawód, certyfikaty na całą ścianę, świat stoi przed nami otworem.

Uczucie euforii mija stopniowo i zaczynam się zastanawiać…jak dużo z obszernego zakresu materiału zapamiętałam, czy faktycznie znam te masaże…Zaczynam pracować na rodzinie, znajomych…i coraz bardziej czuć, że coś jest nie tak. Czy masaż polega na mechanicznym powtarzaniu sekwencji ruchów? W takim razie lomi lomi różni się od klasyka tylko sposobem aplikowania bodźca, wykorzystaniem przedramion…Czy masaż tajski polega na tym żeby jak najbardziej „połamać” pacjenta? Czy shiatsu to tylko uciski? W głowie pojawia się pewien niepokój.

Zaczynam zastanawiać się jak radzą sobie pozostali kursanci…czy mają takie same wątpliwości? Czy są skuteczni, czy pracują w swoim nowo wyuczonym zawodzie? W miarę pogłębiania się wewnętrznych rozważań wyłania się z nich najważniejsze pytanie tego artykułu, które należy również skierować do szkoleniowców…CZY WIEDZA JAK WYKONAĆ DANĄ TECHNIKĘ WYSTARCZY? CZY NIE JEST TEŻ WAŻNE, A NAWET WAŻNIEJSZE DLACZEGO I CZY NALEŻY JĄ WYKONAC U DANEJ OSOBY?

Można wykonywać najwspanialsze na świecie głaskania czy rozcierania…ale jeśli nie mają one sensu zastosowania u danego pacjenta…co nam z tego? Jak można wykonać masaż tajski jeśli nie zna się jego historii, jego filozofii, nie posiada się wiedzy o przepływie energii, meridianach i wszystkich tych rzeczach, które odpowiadają na pytanie DLACZEGO pracuję tą techniką. Jak wyznaczyć cel takiego masażu, jeśli nie wiemy co chcemy osiągnąć? Jak czerpać radość z masażu lomi lomi, jak przekazać pacjentowi swoją pozytywną energię, troskę…jeśli nie wiemy, że lomi jest „masażem troskliwych rąk”, jeśli nie wiemy skąd się wywodzi, jeśli nie wiemy jaki jest cel.

Nagle okazuje się, że celem jest powtórzenie określonego schematu ruchów- sztuka dla sztuki. Stajemy się bezmyślni, schematyczni, nie słuchamy, bo ważne jest żeby „zaliczyć” masaż i już. A przecież masaż nie jest pracą na hali produkcyjnej. To świadoma, odpowiedzialna praca z drugim człowiekiem, z jego ciałem, energią, psychiką. To też praca ze sobą, ze swoim nastawieniem, wrażliwością, odczuwaniem. Nie można sprowadzać tego do schematu. Oczywiście znajomość technik jest niezbędna. Jednak bez głębszej wiedzy niewystarczająca.

Drugą niepokojąca rzeczą jest fakt uzyskania uprawnień do masowania po tygodniowym kursie. Standardy kształcenia masażystów obejmują dwuletnie technikum, podczas którego uczniowie oprócz masażu poznają anatomię, fizjologię człowieka i wiele wiele ponad to; odbywają setki godzin praktyk, w czasie zajęć pracują z różnymi tkankami, ćwiczą swoje czucie…a na koniec muszą zdać egzamin państwowy. I sami często twierdzą, że wtedy dopiero na poważnie zaczyna się ich przygoda z masażem.

Jak ma się do tego nasz ulubiony statystyczny Kowalski, dajmy na to mechanik samochodowy, który postanawia zostać masażystą? Dwa lata to trochę długo, zresztą, pracować trzeba, rodzina też wymaga czasu…ale nie poddaje się i szuka dalej. Trafia na stronę Triggera i czyta: „Szkolenia zawierają bardzo SZEROKI WACHLARZ technik masażu, co pozwala prowadzić gabinet z bardzo ciekawą ofertą przeznaczoną dla każdego pacjenta lub pracować w SPA. Stawiamy na praktykę, dlatego na kursie nie tracisz czasu. Szkolenia trwają od kilku dni do 2 tygodni, które poświęcamy wyłącznie dla Ciebie do rana do wieczora. Masz do dyspozycji doświadczonych nauczycieli- fizjoterapeutów , przygotowane pomieszczenia i profesjonalny sprzęt do masażu oraz materiały szkoleniowe, a naszym zadaniem jest zrobić z Ciebie doskonałego masażystę w tydzień.

Wybierając poszczególne pakiety szkoleń obejmujące kompleksowy kurs masażu w takich miastach jak Poznań czy Warszawa otrzymasz przenośnySTÓŁ DO MASAŻU dzięki któremu zaczniesz pracować od razu po szkoleniu w domu klienta bez żadnych dodatkowych inwestycji.”

Głupi nie jestem, frajerem też nie jestem, w tydzień mogę zrobić papiery, idę- postanawia. Kończy kurs, zna szereg technik…fajnie. Ale nie ma pojęcia o anatomii, nie ma pojęcia o pracy z pacjentem,  nie ma pojęcia o zawodzie masażysty. Posługując się metaforą…ma świetny klucz francuski, ale totalny brak pojęcia jak go użyć. Zaczyna swoją pracę, masuje znajomych, rodzinę, być może pojawią się pacjenci…jeśli ma szczęście, będzie żył długo i szczęśliwie. Jeśli nie…zrobi komuś krzywdę i poniesie konsekwencje. Czy będzie to wina Kowalskiego? W jakimś stopniu tak.

Największą jednak winą trzeba będzie obarczyć osobę odpowiedzialną za wyszkolenie Kowalskiego. Dlaczego? BO POZWOLIŁA MU BYĆ PRZEKONANYM, ŻE POSIADA WSZELKĄ NIEZBĘDNĄ WIEDZĘ, UPRAWNIENIA I UMIEJĘTNOŚCI DO WYKONYWANIA ZAWODU, DO PROWADZENIA TERAPII. Kowalski nie musiał, nie miał obowiązku wiedzieć, że  ten kurs nie da mu możliwości świadomej pracy.

Osąd czy prowadzenie takich szkoleń, czy wydawanie zaświadczeń na drukach MEN, czy wmawianie ludziom, że uczynimy z nich wybitnych masażystów w ciągu tygodnia, ponieważ posiadamy „Nietypowe podejście do nauki masażu.” (cytat ze strony int.) jest uczciwe pozostawiam każdemu indywidualnie. Czy jest to etyczne, tym bardziej, że szkoleniowcami są fizjoterapeuci i masażyści, którzy przecież wiedzą jak wyglądało ich kształcenie? Patrzę na to wszystko ze sporą dozą niepokoju…

 

Autor :

Agnieszka Wietrzyńska

Podobne tematy:

Interwencja – Polsat

Pokłosie interwencji

Kursy masażu cz.2 – wyznania kursantki


Udostępnij

Komentarze

komentarze