Udostępnij

Zapraszamy do kolejnej rozmowy z cyklu Kobieta na krańcu świata. Miałem już okazję rozmawiać z Martyną mieszkającą i pracującą na codzień w Australii (czytaj tutaj).

Tym razem na moim szkoleniu pojawiła się Joanna Godlewska-Buzun. Asia przebywa na Islandii gdzie prowadzi spokojne i błogie życie, o którym mieliśmy okazję porozmawiać.

Zapraszamy do kolejnej rozmowy z cyklu Kobieta na krańcu świata. Miałem już okazję rozmawiać z Martyną mieszkającą i pracującą na codzień w Australii (czytaj tutaj).

Tym razem na moim szkoleniu pojawiła się Joanna Godlewska-Buzun. Asia przebywa na Islandii gdzie prowadzi spokojne i błogie życie, o którym mieliśmy okazję porozmawiać.

Rafał Uryzaj (Serwis-Masażysta.pl): Witaj Asiu. Na początek proszę Cie abyś powiedziała kilka słów o sobie, Twoich kwalifikacjach i czym zajmujesz się na co dzień?

 
Joanna Goldewska-Buzun: Witaj Rafale. Obecnie mieszkamy z mężem na Islandii, tu znaleźliśmy nasz nowy dom, tu rozwinęłam się jako masażystka.  Z wykształcenia i pasji jestem  fizjoterapeuta, moim konikiem jest neurologia. Miałam okazje pracować na Oddziale Rehabilitacji Szpitala MSWiA, gdzie zajmowaliśmy sie głównie pacjentami po przebytym udarze mózgu. Kolejną moją wielką pasją, obecną w moim życiu odkąd pamiętam, jest ogrodnictwo. Praca w ogrodzie, tworzenie nowych jego zakątków zawsze dawały mi wiele radości.  
Obecnie jest to moje hobby, a ze względu na specyficzny klimat stałam sie posiadaczka kolekcji roślin doniczkowych i częstym gościem ogrodu botanicznego w Reykjaviku. 
Masaż na dobre pojawił sie w moim życiu zawodowym w momencie emigracji i dość nieoczekiwanie dla mnie samej, stał sie czymś więcej niż  tylko źródłem utrzymania.  Wcześniej brałam udział w kursach masażu prowadzonych na uczelni, uczestniczyłam w zajęciach z masażu, w trakcie studiów.  W pracy zawodowej wykorzystywałam swoje umiejętności do masażu miejscowego np. u pacjentów po zerwaniu ścięgna Achillesa. Tym większym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że w dość krótkim czasie stałam się cenionym przez klientów terapeutą SPA, a sama  praca  okazała się źródłem satysfakcji i zadowolenia. 
 
R.U.: Zanim zaczniemy rozmawiać o masażu powiedz dlaczego zdecydowałaś się wyjechać z Polski i jak padł wybór akurat na Islandię?
 
J.G-B: Decyzja o wyjeździe z kraju była podyktowana wieloma względami. Moja mama zawsze mi powtarza, żeby uczyć się nie tylko na swoich, ale i na cudzych błędach. Ciężko mówić tu o błędach, ale patrząc na osoby pracujące w zawodzie, kilka lub kilkanaście lat, specjalistów w swojej dziedzinie…cóż moje złudzenia  zostały rozwiane.  Ja po prostu nie chciałam aby moje życie wyglądało w ten sposób, żeby było jak walka o byt. Chciałam móc kupować co miesiąc nowe książki, dokształcać się, podróżować i żyć 
spokojnie. Przy ponad 2 milionowym bezrobociu w tamtym okresie, wysokości płac i mentalności, która stały się dla mnie przysłowiową kropka nad ” i „. Nie pozostało mi nic innego jak skorzystać z propozycji naszych przyjaciół i po prostu wyjechać. O wyborze Islandii zadecydował tak naprawdę przypadek i to że oboje chcieliśmy zmienić nasze życie. Jeśli Ci się coś nie podoba to po prostu to zmień. Po dziś dzień jestem wierna tej zasadzie, która zaprowadziła mnie tu gdzie dziś jestem. 
 
R.U.: Jak się w takim razie Tobie żyje na Islandii? 
 
J.G-B: Islandia należy do najbezpieczniejszych krajów świata, o najwyższej satysfakcji z życia jej mieszkańców.
Po mimo słynnych wybuchów wulkanów i regularnych trzęsień ziemi życie tu płynie swoim rytmem. Żyje spokojnie, nie martwiąc sie o jutro. Płacimy wysokie podatki, ale w momencie utraty pracy lub innych problemów Państwo daje wsparcie. To sprawia, że czuje się tu bezpiecznie, bo wiem że jak  będę w potrzebie to nie zostanę z tym sama. Mogę realizować swoje pasje, podróżować i po prostu czuje się wolna. Mogę swoje życie przeżywać tak jak chcę. To jest dla mnie wartość nadrzędna. Mam też 
wyjątkowych sąsiadów. Nie wiem czy wiesz ze na Islandii mieszkają Trole i Elfy?  Na sąsiedniej ulicy mieszka elfia rodzina z dwójką dzieci. Skalny dom ma nawet oficjalny numer, tak jak inne domy przy tej ulicy. Urzędnicy szanują domostwa Elfów i Troli, wiara w nie wynika z Islandzkiej tradycji i licznych świadectw spotkań:). Domostwa te  są uwzględniane w oficjalnych planach budowy nowych osiedli i dróg. Urzędnicy są równie pomocni i często wyrozumiali w stosunku do przybyszów z innych państw, co bardzo ułatwia życie. Dzięki temu nie tylko Elfy i Trole  lubią tu mieszkać. Coraz więcej Polaków nie tylko ma swoje  domy obok elfich, ale i czuje sie tu jak w domu. Ja również wracając z ostatniej wizyty w Polsce, widząc z okien samolotu surowy księżycowy krajobraz, poczułam ze wracam do domu.  
 
R.U.: Czy jesteśmy jak trole, że czujemy się tam dobrze? 🙂 Czy mówisz poważnie o tych trolach i elfach?
J.G-B: Trole i my również mamy tutaj swoje rodziny i dlatego czujemy sie tu dobrze. Mamy też prace i poczucie bezpieczeństwa. Tutejsza emigracja wygląda w ten sposób, że przyjeżdżają głównie krewni, bądź bliscy przyjaciele osób, które tu mieszkają. Pierwszą większa falą emigracji byli fachowcy pracujący na kontraktach przy budowie elektrowni i fabryk aluminium. Miało to miejsce zaledwie 10 lat temu. Cieszyli sie dużym uznaniem i szacunkiem; z czasem jedni wyjechali inni i sprowadzili rodziny. Emigrantów przybywało i w tej chwili jesteśmy największą mniejszością narodową na wyspie. Jest nas ok 10 tyś na 320 tyś. mieszkańców. Na szczęście spora grupa osób po prostu tutaj pracuje i żyje, choć zdarzają się wyjątki, które zachowują sie jak Trole. Nie szanują siebie i miejsca w którym żyją. Większości tutejszych emigrantów na szczęście skupiają się na pracy i rodzinie. Te dwa czynniki sprawiają, że coraz więcej osób zostaje tutaj na stale, choć wcześniej nie miały takich planów. Młodzi zakładają rodziny, maja dzieci. Coraz rzadziej słyszy się o próbach powrotu do Polski. Islandia jest ciekawym miejscem do życia, ludzie na ogół są przyjaźni. Dla wielu polaków z chwilowej przystani Islandia stała się spokojnym portem. Podsumowując po mimo narzekań na pogodę i bezstresowe podejście islandczyków do wielu spraw, czujemy sie tu naprawdę dobrze.  Podobnie jak Trole, które  według tradycji mieszkają w tutejszych górach, znaleźliśmy na tej wyspie swój dom. 
 
R.U.: Jak bardzo różni się mentalność Islandczyków? Może opowiesz jeszcze raz o Pani premier  i prezydencie Reykjaviku? To chyba pokaże ogromną różnicę między Polakami a ludźmi żyjącymi na Islandii.
 
J.G-B: Mentalność to jest moim zdaniem największa różnica pomiędzy Polakami a Islandczykami.  Myślę, że powinniśmy uczyć się od Islandczyków praktycznego zastosowania powiedzenia, „żyj i pozwól żyć innym”. Nie oceniaj i nie krytykuj wszystkiego i wszystkich, którzy nie żyją według twojego widzi mi sie, bo może się okazać, że wcale nie masz racji. Proste, a jednak trudne. 
Przykład idzie z góry, dość wyraźnie różnicę w mentalności obu narodów widać chociażby po sposobie sprawowania władzy.  Premierem rządu do maja tego roku była Johanna Sigurdardottir. Pierwsza na świecie premier lesbijka, która poślubiła swoją wieloletnią  partnerkę. Objęła swój urząd w roku 2009, w bardzo ciężkim dla kraju, okresie kryzysu ekonomicznego. Wykazała się ogromną determinacja, a Islandia pod jej rządami przeszła drogę od bankruta do kraju z jasną przyszłością. 
Islandczycy darzą Johanne dużym uznaniem i szacunkiem. Jej życie prywatne jest dla wielu pozytywnym przykładem dążenia do szczęścia osobistego. Gdyby nie zaawansowany wiek z pewnością po raz kolejny stanęła by na czele rządu. Dla islandczyków orientacja seksualna po prostu nie ma znaczenia liczą się kompetencje. Kierownikiem pobliskiego przedszkola również jest zdeklarowana lesbijka. Jej życie prywatne również nie było przeszkodą do awansu zawodowego.  Kolejna osobistością nie mieszczącą się w granicach naszej mentalności jest islandzki odpowiednik Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezydent Reykjaviku Jon Gnarr. Ten były aktor i komik nie tylko ma tatuaże na przedramionach z symbolami miasta, ale sam jest jego symbolem. W ostatnim roku, aby poznać problemy emigrantów przeniósł sie na kilka tygodni do dzielnicy w której jest największa liczba przybyszów z innych państw. Starał sie poznać problemy i życie tej grupy społecznej. W rozwiązaniu problemów służby oczyszczania miasta pomogła mu praca z załogą śmieciarki. Te i inne działania pozwoliły Jonowi, niczym carowi Piotrowi I-szemu, wprowadzić praktyczne rozwiązania w stolicy. Centrum miasta za jego rządów zmieniło sie nie do poznania. Reykjavik sie zmienił, a wraz z nim ludzie. Jon do pracy potrafi przyjść w różowym garniturze, lub tradycyjnym swetrze z islandzkiej wełny. Co jednak nie umniejsza rangi jego urzędu. Kilka tygodni temu podczas konferencji wskoczył w garniturze do basenu; „zawsze chciałem to zrobić, a 
marzenia należy spełniać”-  powiedział do zgromadzonych dziennikarzy.   Co roku w sierpniu Jon, przebrany za kobietę rozdając czerwone róże prowadzi przez centrum miasta parade równości. To za nim podąża barwny korowód mieszkańców miasta i całego kraju, są reprezentanci różnych klubów, muzycy, grupy reprezentujące szkoły tańca, mniejszości seksualne, zwykli obywatele, którzy chcą wyrazić swoją opinie na jakiś temat lub po prostu w kolorowym przebraniu dołączyć do parady. Jest to święto całego miasta, atmosfera pikniku przyciąga tłumy. Przychodzą  całe rodziny z małymi dziećmi. Jest tam miejsce dla każdego kto chce przyjść.  Podczas gdy w Warszawie dziennikarze donoszą o 3 anty paradach i zamieszkach, w Reykjaviku trwają koncerty i dobra zabawa.  Islandczycy po prostu żyją i pozwalając żyć innym. Każdy z nas potrzebuje akceptacji i wsparcia, a wieczna krytyka zazwyczaj podcina skrzydła.   
 
R.U.: W takim razie jaki jest stosunek ludzi do masażu? Czy jest to chleb powszedni czy może usługa luksusowa?
 
J.G-B: Islandczycy uwielbiają masaż szczególnie zimą. Czy może być coś przyjemniejszego niż kąpiele w basenach geotermalnych połączony z masaż w długie zimowe wieczory. Po za tym  jest  to sprawdzony sposób na depresyjne nastroje. Co prawda Bjork twierdzi, że na tutejszą pogodę najlepszy jest kubek gorącego kakao, ale nie zmienia to faktu, że masaż jest  luksusem, na który w większości Islandczycy mogą sobie pozwolić. Po kryzysie z 2008 roku nie tylko Islandia jako państwo, ale również jej 
mieszkańcy wracają do dawnej kondycji finansowej.
 
R.U.: Znasz anegdotę czym różni się ławka od masażysty?  🙂
Ławka jest w stanie utrzymać 4 osobową rodzinę. Jak to wygląda w Islandii pod tym względem?
 
J.G-B: Masażysta nie różni sie tutaj niczym od ławki  Jeśli pracujesz to jesteś w stanie utrzymać swoją rodzinę.  Płacisz podatki, więc państwo wspiera cie dodatkowo jako rodzica. Dostajesz regularnie pieniądze na dziecko do ukończenia 16 roku życia. Dodatkowo co roku dzieci maja przyznane przez gminę środki na zajęcia dodatkowe. Jak dzieci maja skończone 16 lat zaczynają letnie prace  np. w zieleni miejskiej, sklepach czy na kutrach rybackich. Państwo dotuje te miejsca pracy dzięki czemu możesz być  pewien, że dziecko zarobi na swoje zachcianki i przy okazji doceni prace.  Podsumowując jeśli pracujesz to  w każdym zawodzie dostajesz wynagrodzenie pozwalające na zaspokojenie tych najważniejszych potrzeb. Dbają o to związki zawodowe. Jeśli nie pracujesz, państwo dba aby nie wykluczać danej osoby społecznie i umożliwić jej powrót do pracy. Tak wyglądają zasady sprawiedliwości społecznej. W państwie, w którym nie ma domów dziecka, armii, marynarki wojennej i domów publicznych.
 
R.U.: Czy posiadacie regulacje prawne zawodu masażysty?
 
J.G-B: Zawód masażysty pod tym względem nie różni sie od innych zawodów. Masażyści w pierwszej linii zrzeszeni są w związkach zawodowych.  Jeśli chodzi o regulacje prawne i np. kwestie uznania dyplomu, czy prawo do wykonywania zawodu to decydującą instytucją jest szkoła kształcąca przyszłych masażystów. Jest to jedyny ośrodek w całym kraj i jego rolą jest dbanie nie tylko o edukacje.   
 
R.U.: Jakie prawa zatem dają Wam związki zawodowe?
 
J.G-B: Dużą role odgrywaj wspomniane związki zawodowe, które negocjują stawki dla zawodu, walczą o coroczne podwyżki, chronią i wspierają masażystów w sporach z pracodawcą. Dając także opiekę prawną, oferując wsparcie informacyjne itp. To sprawia, że pracodawca nie może zaproponować stawki poniżej ustalonej przez związki, musi odprowadzać składki na emeryturę itp. Związki dbają również o to aby nikt nie proponował swoich usług poniżej wyznaczonych cen i nie psuł rynku.  
 
R.U.: Czy aby wykonywać zawód masażysty trzeba spełniać jakieś konkretne warunki lub być zrzeszonym?
J.G-B: Aby wykonywać zawód masażysty nie trzeba być zrzeszonym. Nie ma tu żadnego stowarzyszenia masażystów z wyjątkiem szkoły, która siłą rzeczy pełni rolę ośrodka skupiającego masażystów. Zapisy do związków zawodowych odbywają się po podjęciu pracy i są naturalną rzeczą dla wszystkich profesji. Uznanie kwalifikacji też jest sprawą ważną, ale tak naprawdę na dzień dzisiejszy, aby mieć pracę najważniejsze są referencje od pracodawcy islandzkiego, doświadczenie zdobyte tutaj oraz znajomość języka islandzkiego. Bez tego o pracy w zawodzie można pomarzyć. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała kilka lat temu, przed kryzysem. Należy pamiętać, że jest to bardzo mały rynek pracy i przez to dość specyficzny. Rząd we współpracy z pracodawcami w wielu dziedzinach prowadzi działania chroniące krajowy rynek pracy. Pierwszeństwo zawsze mają osoby tu wykształcone lub wcześniej pracujące i nie dotyczy to tylko masażystów. Działania te przybrały znacznie na sile po kryzysie z 2008 roku. Praktycznie wyeliminowano w ten sposób pracowników z zagranicy chcących pracować w zawodach w jakich jest możliwość kształcenia na Islandii. Uchroniło to islandzki rynek pracy przed masowa emigracja młodych islandczyków.   
 
R.U.: Dlaczego wybrałaś szkolenia akurat w Polsce? Czy tam rynek edukacyjny jest gorszy?
 
J.G-B: Islandia jest małym krajem, wybór szkoleń jest więc ograniczony. Od wieków młodzi wikingowie wkraczający w dorosłość odbywali zamorskie podróże w poszukiwaniu przygód i wiedzy. Pod tym względem niewiele sie tu zmieniło. Teraz  w poszukiwaniu szkoleń z różnych dziedzin młodzi potomkowie wikingów odbywają podróże od Danii po Tybet. Islandia  posiada umowy z Dania odnośnie edukacji. Jest to pozostałość po czasach kiedy Islandia była duńską kolonią. Co nie zmienia faktu, ze tutejsza edukacja ma sie świetnie i z roku na rok przybywa zagranicznych studentów nie tylko na notowanym w pierwszej setce najlepszych uczelni świata, Uniwersytecie Islandzkim.  Jeśli chodzi o mnie to nie była bym sobą gdybym podczas pobytu w Polsce nie skorzystała z jakiegoś szkolenia, zawsze jest to dla mnie okazja do podniesienia kwalifikacji. Decydująca jest również cena szkoleń, możliwość odbycia ich w ojczystym języku i opinia o danym kursie. Mogę również poznać nowych ludzi i zapoznanać sie z sytuacja w kraju, co również jest dla mnie ważne.
 
R.U.: To miło, że doceniasz polskie szkolenia. Powiedz natomiast jak wygląda nauka masażystów od podstaw na Islandii?
 
J.G-B: W Islandii znajduje sie jedna szkoła odpowiedzialna za kształcenie masażystów. Zbliżona zasadami do naszych szkol policealnych. Zajęcia trwają 2,5 roku. Studenci poznają miedzy innymi anatomię, fizjologie, kolejne rodzaje masażu nie tylko masaż klasyczny. Szkoła ta cieszy się uznaniem w krajach skandynawskich.
 
R.U.: Jest u Was moda, trend na konkretne masaże? Co króluje w gabinetach masażu czy ośrodkach Spa?
 
J.G-B: W ofercie zawsze znajdziesz masaż głęboki, szwedzki i relaksacyjny. Ośrodki Spa wykorzystują specyficzne glinki geotermalne i oleje, które nie rzadko mają właściwości lecznicze. Są to produkty pochodzące wyłącznie z Islandii. Moim faworytem jest masaż w wodzie, proponowany przez Blue Lagoon SPA.
 
R.U.: Pracowałaś pracy w zawodzie także w Polsce. Czy widzisz duże różnice w tej kwestii ?
J.G-B: Mówiąc o różnicach należy pamiętać, że Islandia to 320 tysięczny kraj z kompletnie inną gospodarką, mentalnością i porami roku. Polska to 38 milionów obywateli o innej  świadomości. Chcę przez to powiedzieć, że te rozwiązania które zdaja świetnie egzamin tutaj u nas wciąż  nie miałyby racji bytu i główną przyczyną nie jest wcale wielkość państwa. Różnice są duże. Masażyści tak jak inne zawody, nie funkcjonują w próżni, a w społeczeństwie i pewnej sytuacji polityczno prawnej.  Te czynniki rzutują na nasze zadowolenie z życia i pracy. Główne różnice dotyczą zatem mentalności, świadomości i organizacji państwa. Nasza świadomość społeczna póki co blokuje wyrównanie tych różnic.Mówię tu o różnicach, które widać na codzień w obustronnych stosunkach pracownika z pracodawca i umiejętności prowadzenia dialogu miedzy obiema stronami. Tutaj pracodawca to nie wróg i to samo tyczy sie urzędników. Wyróżnia się uczciwość w płaceniu za prace i podatki. Panuje wzajemne zaufanie i zasada domniemania niewinności nawet w sprawach podatkowych w urzędzie skarbowym. Islandczycy ogólnie nie oszukują ani pracodawcy ani urzędu skarbowego. Wątpię aby polacy byli gotowi na takie zaufanie ze strony urzędu. Widać to niestety tutaj, w tej chwili tutejsze urzędy zaczęły wymagać różnych zaświadczeń począwszy od niekaralności po stan cywilny. Jest to odpowiedz na cwaniactwo tutejszej polonii. Islandczycy wspólnie ponoszą koszty obciążeń fiskalnych. Czarna strefa praktycznie nie istnieje, a to sprawia, że model skandynawski stawiany jest za wzór. Dzięki temu możliwe jest zapewnienie dobrych zarobków, godnych emerytur i całej infrastruktury. Kolejnym plusem są związki zawodowe, rozumiane jako oddzielna instytucja, nie mieszcząca się w zakładzie pracy. Związki zajmują się negocjacjami stawek, zatrudniają prawników i innych pracowników, którzy wspierają daną grupę zawodowa.  Mają też w swojej ofercie bogato wyposażone domki letniskowe, które za niewielka opłatą dostępne są dla pracowników. Okazuje się, że w przeciwieństwie do polskiego modelu związków zawodowych, zarząd  wcale nie jest najważniejszy. Dzięki temu praca masażysty i nie tylko jest tu o wiele spokojniejsza. Nie doświadczam tej nerwowości i niepewności jaka spotykała mnie w Polsce. Można po prostu zająć się klientami, a w razie problemów poprosić o pomoc. Podsumowując masażyści są tu pełnoprawną grupą zawodową, która cieszy sie szacunkiem i ma zapewnione wszelkie świadczenia.  
 
R.U.: W takim razie czy lepiej Ci na Islandii? Zamierzasz wrócić kiedyś do Polski?
J.G-B: Najlepsza odpowiedzią na twoje pytanie wydaje mi sie moja ulubiona bajka Krasickiego pt. Ptaszek w klatce. Zakosztowałam nie tylko wolności, ale poznałam również inny styl życia  i obawiam się, że nie odnajdę się już w Polsce. Póki tam mieszkałam często zarzekałam się, że nigdy nie wyjadę. Moje poglądy okazały się jednak mało warte. Teraz kiedy mam porównanie nie chciałabym wracać i póki co staram się tak kierować swoim życiem, aby nie było to konieczne.
 
R.U.: Dziękuje Co Asiu za ciekawą rozmowę.
 
Podobne tematy:

Udostępnij

Komentarze

komentarze