Udostępnij

Mój kolega redakcyjny Marcin, zawsze podkreśla jak ważny jest obiektywizm dziennikarski oraz szczerość w naszych tekstach. Pisząc relacje z każdej kolejnej konferencji, sympozjum czy kongresu starałem się ją zachowywać jednak równocześnie skupiałem się zawsze na pozytywach, aby nie kultywować naszego polskiego stereotypu narzekania na wszystko i na wszystkich od tak.

Mój kolega redakcyjny Marcin, zawsze podkreśla jak ważny jest obiektywizm dziennikarski oraz szczerość w naszych tekstach. Pisząc relacje z każdej kolejnej konferencji, sympozjum czy kongresu starałem się ją zachowywać jednak równocześnie skupiałem się zawsze na pozytywach, aby nie kultywować naszego polskiego stereotypu narzekania na wszystko i na wszystkich od tak.

Kiedyś po jednym z kongresów LNE, gdzie napisałem bardzo niepochlebną (lecz merytoryczną i konstruktywną) relację na temat pokazu Sergieya Schurevicha i jego masażu głębokiego pleców, znany pewnie wszystkim Piotr Szczotka powiedział mi, że nie tędy droga. Pomyślałem wtedy rzeczywiście pewnie ma rację, a ja raptem 5-6 lat byłem wówczas w zawodzie. Zdjąłem wtedy ten artykuł aby nie wkładać kija w mrowisko chociaż pochlebnie o artykule wypowiadał się np. Pan Zdzisław Drobner. Teraz po bodajże 2-3 latach od tamtego artykułu znów miałem dylemat i myślę sobie, że kto jak nie my ma mówić prawdę? Skoro było kiepsko to czy tędy droga aby to przemilczeć?

Po 27 edycji kongresu LNE trudno doszukać się wielu pozytywów.
Myślę tu przede wszystkim o części poświęcają masażowi, bo tym się właśnie zajmujemy. Każda kolejna edycja kongresu LNE poświęca mu mniej uwagi i jestem to nawet w stanie zrozumieć. LNE jest pismem poświęconym głównie tematyce kosmetycznej i Spa. Rynek zbytu po tym co widać na kolejnych targach jest niemały. Cyferki w excelu muszą zawsze świecić na zielono, a rzesza osób zainteresowanych kosmetyką na kongresie pewnie jest bardziej zadowolona.

Jednak jeśli już masaż nadal widnieje w kongresowych ramach to myślę, że jego poziom powinien być jak najwyższy biorąc pod uwagę, że to już 27 edycja, a odbiorcy nie są już amatorami i laikami w dziedzinie masażu. Poziom jednak był tym razem bardzo niski i nie jest to tylko moje zdanie, ale także kuluarowe głosy koleżanek i kolegów z branży. Swoją wymowę miała też frekwencja na pokazach w atelier. W szczycie może 30 osób  lub kapkę więcej.

Zanim zaczną płynąć gorzkie słowa mimo wszystko znajdę kilka tych słodszych. Organizacja z wpuszczaniem osób na targi była już dużo lepsza niż na jesień zeszłego roku. Organizatorzy wyciągnęli wnioski i szło to całkiem nieźle. (przynajmniej jak ja wchodziłem ok. godziny 10)

Z masażowej strony nie zawiódł mnie tylko występ Pana Krzysztofa Wójcika na temat kinesiotapingu i jego zastosowania w kosmetyce. Co do osoby Pana Wójcika to tego można było się spodziewać wysokiego poziomu, bo jego wykłady nigdy nie zawodzą. Rzetelna i merytoryczna wiedza podana w sposób przystępny, ciekawy i jak zawsze naszpikowana dowcipami. Chce się słuchać, a do tego porcja  wiedzy na temat aplikacji plastrów w takich przypadkach jak paluch koślawy, problemy z cellulitem, wspomaganiem działania drenującego, pracy z bliznami i rozstępami czy nawet aplikacje plastrów na twarzy. Wykład był dynamiczny, nie pozwalał ani na chwilę oderwać uwagi od sceny i osoby prowadzącego.
To było na koniec sobotniego dnia lecz wcześniej nie  było tak kolorowo.

 

 

Zaczęła Pani Maria Kalita z Ukrainy pokazem masażu tybetańskiego Kunye. Owszem filozofia masażu została przedstawiona i streszczona jednak Pani Kalita mówiła to w sposób jakby czytała z pamięci tekst. Prowadząca przy masażu twarzy czy pleców chciała pokazać jak najwięcej elementów jakie można wykorzystać dodatkowo przy masażu jak nefryt, bańkę, ręczniki, kamienie morskie na oczy, wspominając również o moksie (przyżeganie za pomocą moksy). Jednak powodowało to, że wykład i pokaz robił się nieco chaotyczny i prowadzony był w pośpiechu. Po przeniesieniu się do atelier kongresowego gdzie zazwyczaj pokaz prowadzony jest w postaci warsztatu by uczestnicy mogli być bliżej i dowiedzieć się więcej nic takiego się nie stało. Wykład prawie słowo w słowo powtórzony ze sceny głównej. Znów jak czytany z kartki. Dla mnie nic nie wniósł i gdybym wiedział, że tak będzie chętnie został bym na scenie głównej posłuchać Dr h.c. Peter JENTSCHURA i jego wykładu o odkwaszaniu organizmu.

Na kolejny pokaz czekałem z zaciekawieniem gdyż Sankar Lal Sivasankaran NAIR prowadził już na poprzednim kongresie wykład i pokazywał Hasta Abhyangę. Wówczas było ciekawie i miałem okazję nawet porozmawiać chwilę z Sankarem na temat ajurwedy i szkoleń, ale o tym za chwilę.
Tym razem pokaz dotyczył masażu stopami Cavitti uzhiccil. Tutaj już pierwsze zaskoczenie. Masaż wykonuje się normalnie przy użyciu specjalnej liny podwieszonej pod sufit lub specjalny stojak, a liny nie było na scenie ani później w atelier. Zastanawiam się po co taki pokaz skoro nie zostanie pokazany w oryginale? Widziałem już taki pokaz Bartka Bobkowskiego i wiem, że bez liny traci on jakieś 50% wartości… No coż widocznie organizatorom ani prowadzącemu nie zależy żeby przekazywać źródłową wiedzę. Do tego prowadzący masując stopami był ubrany w jeansy lekko zakasane. Profesjonalnie prawda?

 

Pokaz Bartka (w oryginale z lina) mozecie zobaczyć TUTAJ
Modelka podczas pokazu cały czas nerwowo zakrywała się ręcznikiem mimo, że była w bieliźnie i dodatkowo przez ten fakt większość ruchów (nie tylko z powodu braku liny) również nie została zaprezentowana w sposób poprawny. Ja chętnie bym się położył na ten masaż i to bez stanika 🙂
Dodam, że w atelier pokaz przebiegał podobnie. Nic nowego oprócz możliwości zadania kilku pytań prowadzącemu.

Zawiodłem się, bo pokaz na poprzednim kongresie był ciekawy. Zawiodłem się podwójnie jak dowiedziałem się, że przed kongresem Ankar prowadził kurs masażu Abhyanga w 1 dzień.
A zrobiłem z nim wywiad w którym jasno mówił, że to nie ma sensu uczyć Abhyangi w tak krótkim czasie, bo: „Kursy cząstkowe trwają od 1-2 miesięcy do 6 miesięcy. Wiele osób, które chcą poznać masaże ajurwedyjskie  przychodzi do mnie i pyta się czy mogą się uczyć się ode mnie, ponieważ stwierdzają ze 2-3 dni nauki to dla nich tyle co nic. Przy nauce Abhyangi w tak krótkim czasie uczy się tylko ruchów masażu, dostarcza nieco wiedzy na temat doshy i to wszystko, a nie jest to wystarczająca wiedza. „ Zresztą wywiad możecie przeczytać TUTAJ

Co o tym myślicie? Bo to w końcu nie mój wymysł tylko nagie fakty.

Jeszcze jeden wykład. Fatima Bilgen z pokazem masażu Guasha. Fatima to według zapowiedzi kongresowych Kosmetyczka, mająca za sobą 7 lat studiów z zakresu tradycyjnej medycyny chińskiej (TMC),którą praktykuje na co dzień. Znakomity szkoleniowiec i wykładowca międzynarodowych kongresów kosmetycznych. Pokazami technik masażu podbiła serca polskich profesjonalistów Rzeczywiście wiedza na temat medycyny chińskiej ogromna i nie ma dwóch zdań. Do merytoryki nie będę się przyczepiał, bo medycynę chińską znam pobieżnie choć ukończyłem podstawowe kursy akupresury czy refleksoterapii. Jedno mnie tylko zastanawiało. Prowadząca używała przyrządu do masażu który miał ułatwiać działanie drenujące jednak wiele ruchów przebiegały w zupełnie odwrotnym kierunku aniżeli w drenażu. Nie podważam działania energetycznego masażu jednak jeśli chodzi o drenaż to nie kleiło mi się to do kupy. Niestety do atelier już nie zawitałem i nie miałem okazji o to zapytać gdyż zostałem na wykładzie Pana Wójcika. Uff całe szczęście, że zostałem.
Jeszcze jedna rzecz kłuła mnie w oczy. Może się czepiam i będzie to moja subiektywna ocena, ale nie mieści mi się w głowie, żeby osoby z takim doświadczeniem jak Pani Bilgen, Kalita czy Pan Ankar masowały nie zdejmując obrączki z palca. Tym bardziej, że masowana była również twarz, nie mówiąc już że na ciele mogą być odstające znamiona. Mało tego Pan Ankar już kolejny kongres masował w wielkim zwisającym srebrnym zegarkiem… Zegarek piękny ale czy aż tak ważny, że nie można go zdjąć?

Przemyślenia pozostawiam Wam, bo moje bardzo gorzkie już znacie. Może macie ochotę coś dodać jeśli byliście na kongresie?
Dla mnie organizatorzy robią kolejny krok w tył i zastanawiam się czy w ogóle warto aby serwis-masażysta patronował takim wydarzeniom.
Mam nadzieje, że podzielicie się swoim zdaniem w tej kwestii.

Bilet na kongres kosztował 100 lub 140 zł (zakupiony odpowiednio do lub po 6 maja). Trzy spośród czterech pokazów o tematyce związanej z masażem  były na kiepskim poziomie. W niedzielę nie było żadnego interesującego tematu jesli chodzi o masaż dlatego wróciłem dzien wcześniej. Czy wydałbym 100 zł i pojechał z Warszawy do Krakowa aby odwiedzić kongres wiedząc, że tak będzie? Zdecydowanie nie.

Na koniec chciałbym dodać, że relacja ta, to nie żadna osobista wycieczka czy psztyczek w nos. Pisałem ja z czystym sumieniem i bez żadnych dodatkowych pobudek. Jeśli ktoś ma inne zdanie to podzielcie się nim z nami.

Jutro relacja z wiosny z fizjoterapią w Warszawie. Będzie w zgoła odmiennym tonie.

Zapraszam.

Rafał Uryzaj


Udostępnij

Komentarze

komentarze