Udostępnij

Rehabilitacja & lekarz 

Moi drodzy nawiązując do tytułu chciałbym Wam przedstawić swój przypadek, gdzie zalecenia lekarskie skonfrontowałem z wiedzą z zakresu fizjoterapii. Co z tego wyszło? Zapraszam na tekst.

Zatem od początku. Jest 12 kwietnia czyli dzień mojego startu w 8. Półmaratonie w Poznaniu. Nie jest to pierwszy mój start także nie ma ciśnienia, nie zamierzam robić „życiówki”,biegnę ze znajomymi, dlatego bieg jest na luzie, rzekłbym spacerowy.

Rehabilitacja & lekarz 

Moi drodzy nawiązując do tytułu chciałbym Wam przedstawić swój przypadek, gdzie zalecenia lekarskie skonfrontowałem z wiedzą z zakresu fizjoterapii. Co z tego wyszło? Zapraszam na tekst.

Zatem od początku. Jest 12 kwietnia czyli dzień mojego startu w 8. Półmaratonie w Poznaniu. Nie jest to pierwszy mój start także nie ma ciśnienia, nie zamierzam robić „życiówki”,biegnę ze znajomymi, dlatego bieg jest na luzie, rzekłbym spacerowy.

Piękne słońce, tłumy kibiców, rodzina przy trasie, czego chcieć więcej. Takie rozluźnienie nie zaprowadziło do niczego dobrego. 8 km, dziura w ulicy i przez swoją nieuwagę wpadła tam moja lewa stopa wykręcając się w nienaturalnym zakresie. Ból niesamowity, po kilkuset metrach, które pokonałem prawie na jednej nodze czuje jak noga puchnie z minuty na minuty, a skarpeta i but wypełniają się coraz bardziej. Tutaj jako fizjoterapeuta zaleciłbym każdemu przerwać bieg i dać sobie spokój, bo zdrowie jest najważniejsze. Jednak jako sportowiec od 7 roku życia, uwielbiający rywalizację postanowiłem, że będę rywalizował ze swoim bólem i ukończę bieg. W okolicach 13 km kiedy przyzwyczaiłem się do bólu zacząłem nawet wyprzedzać innych. Na 19 km marzyłem już o mecie i w końcu się doczekałem.

Na mecie w żadnym ze stanowisk masażu nie mieli lodu ! Trafiłem do punktu medycznego gdzie byli ratownicy medyczni i lekarz. Tam też nie było lodu – mokrego, suchego, w sprayu, żadnego !!!

Poprosiłem zatem o usztywnienie stawu. Lekarz gdy zobaczył przez skarpetę moją kostkę od razu zaproponował szpital, gips na 4-6 tyg. Nie zgodziłem się. Tutaj napotkałem „focha” wobec mojego stanowiska i słowa: „Pana kostka więc niech Pan robi jak chce”. I tak zrobiłem prosząc kolejny raz o usztywnienie. Chciano żebym zdjął buta, czego też odmówiłem. Wolałem aby była kompresja i aby opuchlizna nie zeszła dalej w dół. Ciasna skarpeta i but gwarantowały kompresje i z kolejnym zdziwieniem zabandażowano mi nogę razem z butem. Lód udało mi się zdobyć w pobliskim barze nieopodal mety także z okładem lodowym wróciłem do domu. Gdy zdjąłem buta kostka wyglądała tak:

12 kwietnia oznaczam jako dzień 0.

W tym dniu leczenie polegało na chłodzeniu lodem co ok. 30 min aby zatrzymać puchnięcie i rozwój krwiaka. Do tego od razu zaaplikowałem sobie kinesiotaping limfatyczny. Kompresja nogi bandażem elastycznym oraz noga „na suficie” czyli elewacja.

Dzień 1  – 13 kwiecień

Od rana ból większy niż po biegu. Zaczyna pojawiać się krwiak, ale jak widać dzięki aplikacji kinesiotapingu nie wszędzie taki sam. Trudno stanąć całym ciężarem na stopie dlatego w tym dniu posiłkuje się jedną kulą przy chodzeniu, a nogę mocno oszczędzam. Zaczynam brać arnikę górską w postaci homeopatycznej (4 x dziennie po 5 granulków pod język), odstawiam lód aby nie hamował procesów naprawczych, nadal jak tylko mogę noga jest na suficie, stosuję też kompresję. Aby noga szybko wróciła do siebie zaczynam kilka razy dziennie ćwiczenia czynne stopy w możliwym zakresie (grzbietowo, podeszwowo, supinacja, pronacja) oraz bierne rozciąganie  – z rozsądkiem 🙂

                                                 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzień 2  – 14 kwiecień

Tego dnia ból się zmniejszył. W stosunku do dnia poprzedniego powiększył się wylew i wygląda jak na zdjęciu. Ból przy obciążaniu stopy jest już mniejszy jednak nie rezygnuje z kuli. Podczas ćwiczeń stopa osiąga już coraz większe zakresu w każdym z kierunków. Jest dobrze J Poza tym nadal arnika, kinesiotaping i rezygnuje już z kompresji. Dodatkowo zacząłem stosować maść na krwiaka Lioven Max.

                                                  

Dzień 3 – 15 kwiecień

Jest coraz lepiej. Jestem już w stanie obciążać nogę w takim stopniu, że nie trzeba posiłkować się już kulą, z której rezygnuje. Zakresy coraz większe, a cała procedura ćwiczeń i moich działań jak w dniu poprzednim. Dziś byłem już w stanie prowadzić auto i naciskać lewą stopą na sprzęgło bez żadnego bólu. Oczywiście nie obciążam nogi w 100 % lekko kulejąc jednak chyba bardziej ze strachu niż z bólu.

Z nowości pojawił się mały krwiak w okolicy palców, ale bolesność w tamtym miejscu jest minimalna.

                                                      

16 – 22 kwiecień

Od dnia 4 wróciłem już do pracy pełną parą i czas poświęcony na rehabilitacje zmniejszył się do minimum czyli głównie do dalszej suplementacji, plastrowania i już całkowitego obciążania stopy i stawu. Bierne rozciąganie stopy stosuję ze względu na mniejszą ilość czasu tylko wieczorami. Ból prawie całkowicie zniknął i tylko w końcowych zakresach ruchu lub przy wysiłkowym obciążaniu stopy pojawia się w okolicy bocznej kostki.

Dzień 10 – to pierwszy delikatny trening w postaci powolnego biegu na dystansie ok. 6 km. Noga na wszelki wypadek zabezpieczona sztywnym tapingiem sprawowała się wyśmienicie. Noga wygląda jak na zdjęciu poniżej.

Dzień 11 – Dzień 17

23-29 kwiecień.

Te dni to znów intensywna praca zawodowa. Konferencje w Łodzi i Wrocławiu to duże obciążenie dla nogi głównie poprzez pozycję stojącą przez dłuższy okres każdego dnia. Pocieszające jest, że ból już całkiem ustał, a spotkanie pokonferencyjne we Wrocławiu zakończyło się tanecznie, co noga zniosła również jakby byłą całkiem zdrowa. W tych dniach rehabilitacja do której się ograniczam to tylko bierne rozciąganie pod koniec każdego dnia.

Dzień 18 – 21

30 kwiecień – 3 maj

Te dni to odpoczynek i przygotowania do biegu Wings for Life, który ma odbyć się 3 maja.

Ten czas upływa na lekkim truchtaniu, rozciąganiu oraz rolowaniu wszystkich partii mięśniowych. Przychodzi czas na kolejną wyczekiwaną imprezę biegową. Mimo, że noga jest już sprawna, biorąc pod uwagę krótki okres od kontuzji i znane powiedzenie, że przezorny zawsze ubezpieczony – ubezpieczam swoją nogę sztywnym tapingiem. Efekty biegu widać poniżej wraz z nogą.

Szkoda, że tych zdjęć nie widzi lekarz, który chciał mnie unieruchomić na 4 tygodnie 🙂

 

                                                    

Wnioski:

Punktem wyjściowym do wyciągania wniosków jest przede wszystkim fakt, że każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Ten przypadek nie może stanowić jedynego toku postepowania przy każdym skręceniu stawu skokowego i zalecam zawsze konsultację lekarską.

Jednak z drugiej strony proszę porównać zalecenia. Lekarz zastosowałby w tym wypadku gips na 4 tygodnie. Moja rehabilitacja (we własnym zakresie i mocno uproszczona) pozwoliła mi na wystartowanie w kolejnych zawodach już po 3 tygodniach!!! Chodzenie bez utykania rozpocząłem już po tygodniu. Zauważcie różnicę między podejściem funkcjonalnym do problemu, a rozwiązaniem standardowym. Wyobraźcie sobie ile czasu trwała by łącznie rehabilitacja zalecona przy toku lekarskim. Po 4 tygodniach na pewno pojawiły by się ogromne ograniczenia w ruchomości w stawie skokowym. Ten fakt zajął by sporo czasu aby nogę doprowadzić do pełni sprawności. Biorąc pod uwagę, że pacjent czekałby ze skierowaniem do placówki NFZ to aż szkoda tutaj gdybać jak by proces wyglądał.

Nie chcę umniejszać roli lekarza w procesie leczenia urazów jednak wniosek z tytułowego pytania nasuwa się tylko jeden. Brak współpracy interdyscyplinarnej i lekceważenie przez lekarzy umiejętności fizjoterapeutów wydłuża tylko proces odzyskiwania sprawności przez pacjentów.

Problem leży też w samych pacjentach, którzy bezgranicznie ufają w to co powie „Pan Doktór”. Warto czasem zasięgnąć wiedzy z innej, jak widać skuteczniejszej, beczki. Nasza rola polega nadal na żmudnym, jednak istotnym procesie edukacji i podnoszenia świadomości społeczeństwa. Dlatego ten tekst niech powędruje dzięki Wam w ręce kolejnych czytelników.

Rafał Uryzaj

 

Podobne temty:

warto też zerknąć na sposób leczeniu po skręconym stawie wykonywanym przeze mnie metodą FDM:


Udostępnij

Komentarze

komentarze