Udostępnij

Tytułowe wezwanie do działania jest skierowane do wszystkich masażystów. Moje przemyślenia i apel zawarty w tym tekście jest wynikiem ostatnich rozmów, obserwacji sytuacji w Polsce w naszej branży. Zanim przejdę do konkretnych wniosków przedstawię Wam kilka sytuacji jakie spotkały mnie ostatnimi czasy.

Tytułowe wezwanie do działania jest skierowane do wszystkich masażystów. Moje przemyślenia i apel zawarty w tym tekście jest wynikiem ostatnich rozmów, obserwacji sytuacji w Polsce w naszej branży. Zanim przejdę do konkretnych wniosków przedstawię Wam kilka sytuacji jakie spotkały mnie ostatnimi czasy.

Jeden z absolwentów moich kursów (m.in. masażu tkanek głębokich) opowiadał mi o swoim epizodzie w sanatorium w Ciechocinku. Ci, którzy kończyli u mnie to szkolenie wiedzą, na czym polega masaż głęboki – „słuchanie tkanki”, praca głęboka lecz miękka, cierpliwość i subtelność.

Grzegorz jest naprawdę dobrym terapeutą i właśnie w taki sposób pracował z pacjentami w sanatorium podczas tygodniowego zastępstwa swojego kolegi po fachu. Podczas pracy z kolejną osobą został zapytany dlaczego Pan tylko mnie mizia? Poprzednio masażyści robili to dużo mocniej, oklepywali, aż miałam sińce. Grzegorz dostał oczy jak 5 zł… zaczął podpytywać innych i okazało się, że tak właśnie się tam masuje. To wszystko w sanatorium gdzie pracują tylko osoby z wykształceniem medycznym bądź technicy masażu. O co chodzi?

Druga sprawa to ostatni tekst w blogu Grzegorza (naszego redaktora – zbieżność imion przypadkowa). Pisał w tekście „Garbują skórę, głaszczą klepią” o niedbalstwie i braku wyobraźni masażystów, klepaczach którzy obijają, biją, walą pacjentów, po którym to osoba oklepana myśli, że miała dobrze wykonany masaż, bo czuje go następnego dnia.

Komentarze pod tekstem tylko potwierdzają skale takich zdarzeń.

Trzecia sprawa to moja ostatnia korespondencja z Anią (absolwentka moich kursów). Notabene Ania jest także psychologiem, świetnym rozmówcą i jej zdanie bardzo sobie cenię. Rozmawialiśmy na temat jakości szkoleń z masażu Lomi Lomi w Polsce. Jako, że oboje jesteśmy absolwentami kursów na najwyższym poziomie, gdzie oprócz masażu nauka dotyczy całej filozofii Huny, tańca Hula i podejścia energetycznego i psychosomatycznego do ciała.

Ania napisała, że nie podoba jej się, że masaż, który ona wykonuje, ucząc się go od podszewki, od Susan Pa’iniu Floyd z Hawajów, inwestując w to mnóstwo czasu i pieniędzy nazywa się tak samo jak masaż, który naucza się w jeden dzień w lokalnej szkole. Nie chciała jednak ypowiadać się publicznie, nie chcąc szkodzić dziewczynom które tam uczą.

Uważa, że najlepszą droga jest wskazywanie tych dobrych przykładów i nauczycieli.

Odpisałem jej, że jak najbardziej się zgadzam, że eksponowanie tych pozytywnych przykładów jest najważniejsze. Jednak czy mamy przechodzić cicho obok tych złych? Mamy machnąć na nie ręką i przejść obok takich sytuacji i zostawić je niezauważone?

Też nie chcę robić nikomu czarnego PR-u i być może dziewczyny, które tam uczą chcą to robić jak najlepiej jednak przyzwalają na eksponowanie przekłamanego marketingu dotyczącego tego masażu i niejako przykładają rękę do tego.

Zgodnie z Ania stwierdziliśmy, że należy robić swoje i kontynuować pracę u podstaw. Jednak to powinien robić każdy z nas. Ania jednak na końcu stwierdziła, że po przeczytaniu tekstu, który traktuje o tym jak masażystka doprowadziła do paraliżu swojej pacjentki – zmieniła zdanie co do wytykania publicznie czyichś błędów.

Czy aż takie drastyczne wydarzenie muszą mieć miejsce aby zmieniać Wasze zdanie? Czy My Polacy tylko  w tragicznych chwilach potrafimy się jednoczyć w ważnych kwestiach?

Jednocześnie w tym samym czasie pod tym tekstem, pojawił się komentarz, że to szukanie taniej sensacji przez media. Z całym szacunkiem do autora komentarza jednak czy sparaliżowanie osoby to tania sensacja? Nie życzę nikomu takiej sensacji w życiu.

Rodzi się zatem znowu to samo pytanie. Przechodzić obok takich wydarzeń obojętnie? Nie mówić o tym? Stwierdzić no trudno zdarzyło się, będzie jeździć na wózku. Ważne, że ja dobrze wykonuje swój zawód… Ludzie opamiętajcie się. To, że coś Was nie dotyczy, żyje Wam się dobrze w zdrowiu i radości nie znaczy, że macie być tacy znieczuleni.

Dopóki nie zaczniemy wspólnie działać, jednostka obok jednostki to długo nie zmieni się nic.

Dosłownie wczoraj miałem ciekawą rozmowę. Dzwoniła kobieta zainteresowana jednym z moich kursów, zaznaczając, że to jej pierwsza styczność z masażem. Grzecznie wytłumaczyłem jej, że ten kurs nie jest dla niej i najlepszą drogą będzie ukończenie technika masażysty, który da jej podstawy i prawo wykonywania zawodu. Odpowiedź była szybka: „przecież masażem relaksacyjnym nie można zrobić krzywdy”. Może i w 100 przypadkach tak a co z tym jednym nieplanowanym? Wytłumaczyłem jej, że moją misją jest edukacja i nie chcę przykładać do tego ręki w imię zarobku i zachęcałem jej do nauki od podstaw. Na to usłyszałem, że w „Karunie” (akademia masażu) nie robili jej takich problemów. Z premedytacją podaje nazwę, choć wystrzegałem się wypowiadania na temat konkurencji bardzo długo. Nie chciałem tego bojąc się, że dostanę zarzuty że to czarny marketing.

A ta szkołą chwali się mianem akredytowanych kursów. Ryba psuje się od głowy, zatem pytanie do ministerstwa kto wydaje takie akredytacje?

Przykładów jest mnóstwo, a to tylko kilka świeżych, które przelały we mnie czarę goryczy.

Zresztą pewnie w najbliższych dniach pojawi się tekst Marcina, który opowie Wam równie ciekawą historię.

Na zakończenie krótki apel… Dosyć marazmu i przyzwalania na takie obłudne działanie systemu edukacji. Każdy z nas powinien wystąpić z szeregu i przyłączyć się do tego apelu, a nie tylko w ciszy przeczytać ten tekst i pokiwać głową – tak ma racje lub co gorsza powiedzieć, że ja skończyłem kurs 1 dniowy i jestem zadowolony, bo uczyli fajny ludzie. Może i fajni jednak jak można coś takiego akceptować:

„Pakiet Trigger  – własny gabinet w tydzień” ???

Spotkałem się na ostatnich targach z dziewczynami-założycielkami Towarzystwa Masażystów Polskich. Umówiliśmy się wstępnie na spotkanie. Mam plan na uzdrowienie tej działki w Polsce i mam nadzieje, że będzie się on pokrywał z filozofią Towarzystwa.

Myślę, że już wkrótce opowiem Wam o efektach naszego spotkania.

Tymczasem przemyślcie ten tekst i niech nie skończy się tylko na myśleniu.

Nie tędy droga!

Pozdrawiam

Rafał Uryzaj

W podobnym, choć nieco łagodniejszym tonie brzmiał inny mój tekst:

Praca u podstaw to ma sens


Udostępnij

Komentarze

komentarze